Parlamenty Europy Nr 24 (153) III kadencja
2 listopada 1998 r.
Zgodnie z ustawą terenami chronionymi są rezerwaty ścisłe, parki narodowe, pomniki przyrody, tzw. rezerwaty podtrzymywane, parki przyrodnicze i tzw. zakątki chronione. Właścicielem ziemi w parkach narodowych jest wyłącznie państwo. Na terenie innych obszarów chronionych własność może być mieszana: publiczna i prywatna, lecz tereny te nie mogą być przedmiotem sprzedaży i dzierżawy. Obcokrajowcy, obce państwa, zagraniczne osoby prawne oraz partie i koalicje nie mają prawa własności ziemi, akwenów, lasów i łąk na obszarach o statusie terenów chronionych. Rozpoczęcie budowy na tych terenach wymaga stosownego zezwolenia, a zbudowane wcześniej obiekty muszą być dostępne dla badaczy. Nielegalne budowy będą usuwane na koszt budującego, który będzie musiał również pokryć koszt rekultywacji terenu. Na terytorium parków narodowych zakazany jest wypas zwierząt domowych, zbieranie ziół, kamieni, hodowla dzikich zwierząt, łowienie ryb, sadzenie nowych rodzajów roślinności, stosowanie nawozów sztucznych, jakakolwiek działalność produkcyjna, palenie ognisk, biwakowanie, wspinaczki. Mogą tu być budowane jedynie schroniska.
Ustawa o administracji przewiduje utworzenie zespołów politycznych przy poszczególnych ministrach, wicepremierach i premierze. W ich składzie znajdą się m.in. sekretarze ds. kontaktów z parlamentem, rzecznicy, eksperci i współpracownicy. O obsadzie stanowisk odpowiadających stanowiskom polskich wojewodów będzie decydował premier, a nie rząd, jak było dotychczas. W stosunku do osób na kierowniczych stanowiskach w administracji państwowej nie będzie miał zastosowania kodeks pracy. Zadaniem ministra administracji będzie koordynacja pracy sekretarzy administracyjnych poszczególnych resortów.
W opinii części opozycji veto prezydenta ma charakter kosmetyczny, gdyż pomija niektóre o wiele bardziej istotne teksty ustawy. Zdaniem lewicy wyraźnie sprzecznym z konstytucją tekstem jest przepis, zgodnie z którym w związku z przejściem sądownictwa z systemu dwuinstancyjnego do trójinstancyjnego ma zostać przeprowadzona zmiana składu Naczelnej Rady Sądownictwa przed upływem kadencji jej obecnych członków. Posłowie opozycji zapowiedzieli, iż zwrócą się do Trybunału Konstytucyjnego o uchylenie tych tekstów ustawy.
Korespondent Marek Suchowiejko
Korespondent Barbara Sierszuła - "Rzeczpospolita"
Struck - dotychczasowy sekretarz generalny frakcji SPD w Bundestagu - został 20 października wybrany w pierwszej turze na następcę Rudolfa Scharpinga, który będzie ministrem obrony w rządzie kanclerza Gerharda Schroedera.
55-letni Peter Struck jest dziewiątym przewodniczącym frakcji SPD w Bundestagu od powstania RFN w 1949 roku.
Bundestag wybrał Schroedera na kanclerza w samo południe, po prawie godzinnym głosowaniu. Spośród 666 obecnych na sali deputowanych, za głosowało 351 deputowanych, przeciwko - 287, wstrzymało się - 27.
Wybór nie był niespodzianką, ponieważ koalicja SPD-Sojusz 90/Zieloni dysponuje znaczną większością głosów. Ale i tak zaskoczyła liczba głosów większa niż dysponują koalicjanci (345). Schroeder otrzymał o sześć głosów więcej.
W powszechnej opinii, nowego szefa rządu poparła grupa deputowanych z postkomunistycznej PDS. Wcześniej większość spośród 36 PDS-owców zapowiadała wstrzymanie się od głosu.
Sam Schroeder nie chciał na ten temat spekulować, ale zdaniem komentatorów bońskich, PDS chciała zasygnalizować pewną otwartość wobec socjaldemokratów. Wydarzenie to rozpatrywano również w kontekście szykującej się w Meklemburgii-Pomorzu Przednim koalicji krajowej SPD-PDS.
27 października nowy przewodniczący Bundestagu, Wolfgang Thierse w wywiadzie radiowym opowiedział się za włączeniem PDS do gremiów parlamentarnych, skoro partia ta w demokratycznych wyborach otrzymała ponad 5% głosów.
Poprzedniego dnia chadecja starała się bezskutecznie zapobiec wyborowi przedstawicielki PDS na jedną z pięciorga wiceprzewodniczących parlamentu.
Schroeder, który jest z wykształcenia prawnikiem, pracował jako adwokat i w swoim czasie bronił terrorystów z organizacji Frakcja Czerwonej Armii (RAF). W latach 1980-86 był deputowanym SPD w Bundestagu. W roku 1986 został przewodniczącym frakcji SPD w landtagu (parlamencie krajowym) Dolnej Saksonii, a w cztery lata później - premierem landu i był nim przez osiem lat.
Schroeder, urodzony w 1944 roku, wychowywał się w bardzo trudnych warunkach materialnych. Ojciec służył w Wermachcie i zginął na froncie rumuńskim kilka dni po przyjściu na świat syna. Matka, która pracowała 40 lat jako sprzątaczka, miała na utrzymaniu pięcioro dzieci.
Schroeder od najmłodszych lat musiał pracować na siebie. Matki nie było stać na posłanie go do gimnazjum. Uczył się zawodu kupca. Pracując jako sprzedawca, ukończył szkołę średnią w trybie wieczorowym.
Od początku mierzył wysoko. Pocieszając raz swą matkę na początku lat pięćdziesiątych, obiecał jej, że którego dnia przyjedzie po nią mercedesem. Słowa dotrzymał w roku 1990, w dniu jej 80. urodzin, kiedy podjechał srebrnoszarym służbowym mercedesem pod jej skromne mieszkanko.
Życie i karierę Schroedera znaczyły ostre zwroty, charakterystyczne dla wielu ludzi, którzy doszli do czegoś własnymi siłami. Jako przywódca JuSo, młodzieżowej przybudówki SPD, Schroeder był radykalnym lewicowcem.
Jeden z najbardziej znanych cytatów z wypowiedzi Schroedera z lat 70. brzmi: "Tak, jestem marksistą".
Wyjaśniając później swą transformację, Schroeder powiedział "Jeśli coś się nie sprawdza, dokonuję zmian".
Zmienił się rzeczywiście: zanim został kanclerzem, zasiadał w radzie nadzorczej Volkswagena, a w swej partii socjaldemokratycznej przesunął się do skrzydła umiarkowanego.
Zasmakował w kubańskich cygarach, upodobał sobie włoskie garnitury i nagle zaczął być porównywany do prezydenta USA Billa Clintona i premiera W.Brytanii Tony Blaira.
Choć Schroeder lubił przedstawiać siebie jako orędownika rozwoju przemysłu, Dolna Saksonia za jego rządów przez wiele lat znajdowała się pod względem wskaźników gospodarczych na przedostatnim miejscu w Zachodnich Niemczech.
Schroeder popiera gospodarkę rynkową, ale w razie potrzeby bez wahania ucieka się do interwencji państwowej. Na początku tego roku jego rząd Dolnej Saksonii wykupił miejscową stalownię, Preussag Stahl, aby zapobiec przejęciu jej przez pewną firmę austriacką.
Jednak kilka miesięcy później zbił z tropu swoich konserwatywnych krytyków, gdy umieścił akcje stalowni na giełdzie we Frankfurcie i tym sposobem zapewnił Dolnej Saksonii zysk w wysokości 100 mln dolarów.
Schroeder zamierza szybko cofnąć reformy rządu Kohla przewidujące zmniejszenie państwowych emerytur i zasiłków chorobowych i ułatwienia dla drobnych przedsiębiorców przy zwalnianiu robotników. Chce też zmusić pracodawców, by płacili składki ubezpieczeń społecznych także za pracowników niepełnoetatowych.
Jednak Schroeder opowiada się także za gruntowną zmianą systemu emerytalnego, aby uwzględnić napięcia w starzejącym się społeczeństwie niemieckim, i mówi, że ci, którzy nie chcą pracować ani uczęszczać na kursy przysposobienia zawodowego, nie powinni otrzymywać pomocy od państwa.
Zmianom w życiu politycznym Schroedera towarzyszą zmiany w życiu osobistym. Niedawno ożenił się po raz czwarty, z 34-letnią dziennikarką Doris Koepf.
W kuluarach Bundestagu Wolfgang Thierse powiedział dziennikarzowi "Sueddeutsche Zeitung", że "ważne jest, aby nowa nazwa przyjęła się jak najszybciej, nawet jeśli potocznie budynek parlamentu będzie jeszcze przez jakiś czas z przyzwyczajenia nazywany Reichstagiem".
Gmach ten, usytuowany za Bramą Brandenburską, a zbudowany na gruncie wykupionym przez kanclerza Bismarcka od polskiego magnata hrabiego Raczyńskiego, został oddany do użytku na początku XX wieku.
W historii nie miał szczęścia. Cesarz Wilhelm nie był przekonany co do słuszności jego budowy i nie lubił tego gmachu. Podpalony w roku 1933 na polecenie Hermana Goeringa, premiera Prus i ministra spraw wewnętrznych w rządzie Hitlera, stał potem pusty przez 12 lat.
1 maja 1945 gmach Reichstagu został zdobyty szturmem przez Armię Czerwoną. Potem służył przez parę miesięcy jako tło do zdjęć zwycięzców. Na jego fasadach żołnierze rysowali, malowali bądź ryli w murze pamiątkowe napisy.
Po decyzji poczdamskiej o podziale Berlina gmach Reichstagu znalazł się na terenie sektora brytyjskiego. Zanim jednak wojsko brytyjskie wzięło sektor w posiadanie, budynek Reichstagu został odarty z kamiennych płyt fasady z napisami pozostawionymi przez zwycięzców. Płyty zabrano do Muzeum Armii w Moskwie.
Po powstaniu RFN, gmach należący prawnie do parlamentu zachodnioniemieckiego, został wyremontowany. W części urządzono stałą wystawę poświęconą historii niemieckiej. W sali plenarnej odbywały się dorocznie inauguracyjne posiedzenia frakcji parlamentarnych Bundestagu, gdyż status Berlina Zachodniego nie zezwalał na zwołanie tam obrad Bundestagu.
Datą przełomową dla tego gmachu był 21 czerwca 1991 roku. Wtedy większością zaledwie 16 głosów parlament zjednoczonych Niemiec na posiedzeniu w tym budynku uchwalił przeniesienie władz konstytucyjnych z Bonn do Berlina.
I znowu zaczął się remont generalny. Bryła Bundestagu ma być identyczna z pierwotnym projektem. Wnętrze ma odzwierciedlać poziom techniczny końca XX wieku.
23 maja 1999 roku gmach Bundestagu przy Placu Republiki w Berlinie przeżyje swój pierwszy wielki dzień. Zbierze się w nim Zgromadzenie Federalne, aby wybrać nowego prezydenta Niemiec. Od tej daty niemiecki Bundestag pozostanie już w Berlinie.
Ich zdaniem, Rosja powinna zapewnić pomoc wojskową rządowi prezydenta Slobodana Miloszevicia.
"Ponieważ mamy tak bliskie, przyjacielskie stosunki polityczne z Jugosławią, byłoby dziwne, gdybyśmy nie rozwijali współpracy gospodarczej, łącznie z militarną i technologiczną... tak by w obliczu gróźb NATO Jugosławia miała coś do obrony" - powiedział wiceprzewodniczący parlamentarnego komitetu ds. obrony, Nikołaj Biezborodow.
Parlamentarzyści zamierzają rekomendować wysłanie rosyjskiej pomocy wojskowej dla Jugosławii. Wyrazili przy tym wątpliwość co do trwałości zawartego w ubiegłym tygodniu porozumienia NATO-OBWE-Jugosławia w sprawie Kosowa.
Po rozpadzie ZSRR w 1991 roku dwanaście byłych republik radzieckich, oprócz trzech republik bałtyckich, zawarło porozumienie o wzajemnej pomocy w zakresie obrony. Dążąc do zwiększenia międzynarodowego znaczenia Rosji niektórzy jej politycy sugerują, by do porozumienia tego przystąpiły też inne kraje.
Liczba rumuńskich weryfikatorów ma być wynegocjonowana z OBWE, a ich udział w misji ma trwać 90 dni. Wcześniej rumuńskie MSZ deklarowało, że wyśle 50 obserwatorów. Rumunia udostępni też samolot Antonow- 30 ze specjalnym wyposażeniem rozpoznawczym.
W liście do parlamentu prezydent Emil Constantinescu podkreślił, że misja OBWE jest organizowana "za zgodą wszystkich stron konfliktu", w tym samego Belgradu i międzynarodowej opinii publicznej.
Poprzednia decyzja Najwyższej Rady Obrony o ograniczonym udostępnieniu samolotom NATO rumuńskiej przestrzeni powietrznej w wypadku interwencji przeciwko Jugosławii wywołała gorącą debatę w parlamencie. Opozycja oskarżała rząd o "zdradę narodu serbskiego i ukorzenie się przed NATO".
Wyniku zjazdu oczekiwano z dużym zainteresowaniem, ponieważ Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) premiera Vladimira Mecziara, który wygrał październikowe wybory parlamentarne (25-26.10) ułamkiem procenta i otrzymał od przewodniczącego parlamentu misję sformowania nowego gabinetu, zaproponował lewicy "ciche" poparcie w przypadku utworzenia przez nią mniejszościowego rządu, ostrzegając przed konsekwencjami sojuszu z Partią Węgierską i chadecją. Delegaci obradowali pod ogromną presją. Dramatyczne apele o "rozwagę" i "obronę narodowych interesów" wystosowały do uczestników zjazdu: Macierz Słowacka (organizacja o ponad 100-letniej tradycji powołana w celu obrony interesów narodowych) oraz nacjonalistyczna Słowacka Partia Narodowa (SNS). Prorządowe media wyraziły nadzieję, że "lewica nie zdradzi swoich wyborców ".
Zjazd, który odbywał się za zamkniętymi drzwiami bez udziału dziennikarzy, miał burzliwy przebieg. Wielu delegatów nie podzielało opinii kierownictwa skłaniającego się ku współpracy z SDK, SOP a zwłaszcza z Partią Węgierskiej Koalicji. Zwolennikom utworzenia takiej koalicji pomogły jednak nie dawne (21/22.10) ponad 12- godzinne rokowania liderów SDK, SDL, SOP i SMK podczas których uzgodniono zasadnicze tezy umowy koalicyjnej, podział stanowisk oraz podpisanie specjalnego dodatku do umowy z przedstawicielami 600- tysięcznej mniejszości węgierskiej, w którym liderzy SMK zobowiążą się, że podczas 4-letnich rządów "nie otworzą tematu terytorialnej autonomii".
"Chcemy przejąć odpowiedzialność za Słowację. Ale wszyscy musimy zdawać sobie sprawę z jednego: zmiana władzy odbywa się w kraju, który ma problemy. Jesteśmy zainteresowani udziałem w stabilnym, czteroletnim rządzie" - stwierdził Jozef Migasz na nocnej konferencji prasowej, po zakończeniu wielogodzinnych rokowań.
Na fotel przewodniczącego parlamentu lewica desygnowała swojego lidera - Jozefa Migasza. W umowie koalicyjnej miały by być również zawarte sposoby prywatyzacji strategicznych przedsiębiorstw gospodarki i zmiany w systemie podatkowym. Dyrektorzy mediów publicznych nie mogą być dobierani "z klucza partyjnego", ale muszą wykazać się fachowością. Delegaci zalecili Radzie, aby popierała powszechny sposób wyboru prezydenta. Wybory samorządowe miałby odbyć się najpóźniej do Świąt Bożego Narodzenia 98 roku.
Przewodniczącym SDL został dotychczasowy lider partii - Jozef Migasz. Głosowało na niego 271 delegatów. Nie miał kontrkandydatów, co uzasadniano dobrymi rezultatami wyborczymi partii. W roku 1994 lewica poniosła porażkę uzyskując 18 mandatów w 150-osobowym parlamencie i przeszła do opozycji - w 1998 zdobyła 23 mandaty stając się trzecią siłą polityczną na Słowacji. Ten wynik zapewnił SDL dobrą pozycję przetargową. Żadne z głównych ugrupowań: Ruch Vladimira Mecziara i SDK Mikulasza Dziurindy (które otrzymały odpowiednio 43 i 42 mandaty) nie mogło bez SDL utworzyć większościowego rządu.
W 20-osobowym gabinecie premiera Mikulasza Dziurindy, lidera Słowackiej Demokratycznej Koalicji jego partia - SDK uzyskała 9 ministerstw, Słowacka Lewica Demokratyczna - 6, Partia Węgierskiej Koalicji - 3 a Partia Porozumienia Narodowego - dwa. Lider tego ostatniego ugrupowania, burmistrz Koszyc, Rudolf Schuster będzie oficjalnym kandydatem koalicji na krzesło prezydenta. Nowy rząd będzie miał poparcie większości konstytucyjnej (93 ze 150 posłów).
Na zaimprowizowanej konferencji prasowej, która odbyła się o 4.00 rano w Pałacu Prymasowskim, lider SDK Mikulasz Dziurinda powiedział dziennikarzom: "To historyczny moment. O 3.30 rano powstała nowa słowacka władza".
Premier po złożeniu mandatu opuścił budynek parlamentu. Na jego miejsce Rada HZDS nominowała dotychczasowego szefa służb bezpieczeństwa (SIS) - Ivana Lexę. Szef SIS został odwołany ze swojego stanowiska, a tym samym mógł złożyć ślub poselski.
Zdaniem przyszłego ministra sprawiedliwości, Jana Czarnogurskiego, premier zrzekł się mandatu, aby ochronić swojego zaufanego człowieka, którego opozycja już w roku 1995 oskarżyła o przygotowanie akcji uprowadzenia syna prezydenta Kovacza. "Immunitet poselski Lexie nie pomoże. Wznowimy śledztwo w sprawie uprowadzenia i jeśli okaże się, że zarzuty przeciw byłemu szefowi SIS zostaną potwierdzone, pozbawimy go immunitetu" - stwierdził przyszły minister spraw wewnętrznych - Ladislav Pittner.
Posłowie Ruchu na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS), którzy upominali się również o funkcję przewodniczącego, na znak protestu opuścili salę obrad. Nie objęli również stanowiska jednego z czterech wiceprzewodniczących, które zaproponowała im nowa koalicja. W sytuacji jaka się wytworzyła, fotel wiceprzewodniczącego przeznaczony dla Ruchu zajął dawny sojusznik HZDS: Słowacka Partia Narodowa (SNS) Jana Sloty, która nominowała swojego wiceprzewodniczącego, Mariana Andela.
Nowa koalicja będzie miała natomiast trzech wiceprzewodniczących: Bela Bugara (lidera Partii Węgierskiej Koalicji), Pavla Hruszovskiego ( posła Słowackiej Lewicy Demokratycznej) oraz Igora Prosperina (wiceprzewodniczącego Słowackiej Partii Obywatelskiej).
Na znak protestu przeciw "niedemokratycznym decyzjom nowej większości " Ruch premiera Mecziara odmówił również objęcia stanowisk czterech z 19 przewodniczących komisji parlamentarnych, które zaoferowała mu koalicja. W tej sytuacji nowa koalicja, po burzliwych obradach, obsadziła wspomniane komisje swoimi posłami. Jedynie dwie komisje ( w tym komisja kontroli służb bezpieczeństwa) dostały się do rąk opozycyjnej Słowackiej Partii Narodowej (szefem tej ostatniej został lider SNS, Jan Slota). Sesja zakończyła się o 2.30 rano.
Krótko przed 20.00 doszło do kolejnego, ważnego wydarzenia. Premier Vladimir Mecziar, który zrzekł się mandatu i natychmiast po zaprzysiężeniu opuścił budynek parlamentu - przesłał pocztą kurierską Jozefowi Migaszovi swoją dymisję. Wraz z premierem ustąpił cały gabinet.
"Jestem przeświadczony, że będzie to rząd wszystkich obywateli, rząd, który wprowadzi Słowację w trzecie tysiąclecie. Ludzie zaufali nam, a my nie możemy ich zawieść. Uczynimy wszystko, aby u progu XXI wieku w Słowacji warto było żyć i pracować, aby ludzie nie stracili wiary i nadziei na lepsze jutro. Musimy spłacić nasz dług wobec obywateli. Uczynimy wszystko, aby to się stało" - stwierdził podczas uroczystości zaprzysiężenia premier Mikulasz Dziurinda.
SDK obejmie 7 resortów: spraw zagranicznych (Eduard Kukan), sprawiedliwości (Jan Czarnogursky), spraw wewnętrznych (Ladislav Pittner), gospodarki (Ludovit Czernak), kultury (Milan Knażko), transportu (Gabriel Palacka), zdrowia ( Tibor Szagat). Lewica będzie miała 5 resortów: finansów (Brygita Schmognerova), obrony (Pavol Kanis), rolnictwa (Pavol Koncosz), spraw socjalnych (Peter Magvaszi) i szkolnictwa (Milan Ftacznik). SMK otrzymała dwa stanowiska: ochrony środowiska naturalnego (Laszlo Miklosz), budownictwa (Isztvan Harna) a SOP jedno: prywatyzacji (Maria Mach), z tym, że lider SOP, Rudolf Schuster będzie oficjalnym kandydatem koalicji na fotel prezydenta.
Każde z ugrupowań otrzymało tekę wicepremiera: SDL - do spraw legislatywy (Lubomir Fogasz), SOP - do spraw integracji europejskiej (Pavol Hamżik), SDK - do spraw ekonomii (Ivan Miklosz ), a SMK - do spraw mniejszości narodowych (Pal Csaky).
W umowie koalicyjnej zadeklarowano, że w sprawie sposobu wyboru prezydenta koalicja uzgodni stanowiska w nadchodzącym tygodniu.
Umowa zakłada również konieczność przyjęcia ustawy o posługiwaniu się językami mniejszości narodowych, anulowania niekorzystnych ustaw ( w tym o dwujęzycznym szkolnictwie), gwarantuje przeprowadzenie reformy samorządowej na terenach zamieszkałych przez 600 tysięcy słowackich Węgrów.
Reakcje byłej koalicji na wydarzenia inauguracyjnej sesji parlamentu i zaprzysiężenie gabinetu były bez wyjątku negatywne.
"Nowa koalicja ignorowała wszystkie zobowiązania demokratycznego podziału władzy" - stwierdził były wicepremier Sergej Kozlik. "Nowy rząd będzie zależny od poparcia mniejszości węgierskiej", "Trzech Węgrów w słowackim gabinecie", "Pierwsze pęknięcia w fundamentach demokracji", "Władza sprzedawczyków" - głosiły tytuły do niedawna prorządowego dziennika "Slovenska Republika" (30.10).
Dziurinda wyraził nadzieję, że grudniowy szczyt Unii w Wiedniu przeszereguje Słowację do pierwszej grupy kandydatów. Potwierdził, że w pierwszych dniach listopada złoży wizytę w Brukseli. "Europa musi widzieć Słowację jako kraj stabilny, a my musimy udowodnić, że chcemy wejść do bezpiecznej, zjednoczonej Europy".
Priorytety nowego rządu poparł w oświadczeniu dla mediów ex prezydent Michał Kovacz.
Korespondent Andrzej Niewiadowski - "Rzeczpospolita"
Dokument przewiduje wpływy w wysokości 22 mld hrywien (6,58 mld dolarów) i wydatki w wysokości 23,18 mld hrywien (6,77 mld dolarów) - podała agencja Interfax. Zakłada też jednoprocentowy wzrost PKB, który oszacowano na 117,5 mld hrywien (34,36 mld dolarów).
Parlament odrzucił we wrześniu poprzednią wersję budżetu. Argumentował, że jest ona nierealistyczna, gdyż przy jej opracowaniu nie wzięto pod uwagę dewaluacji hrywny w związku z kryzysem finansowym w Rosji.
Ministerstwo Obrony poinformowało, że manewry "Bryza Morska-98" odbędą się w pobliżu Krymu w dniach 25 października-4 listopada. Wezmą w nich udział okręty z 11 krajów - łącznie z USA, Rosją i Ukrainą.
"To niebezpieczne, buty NATO-wskich żołnierzy będą deptać ukraińską ziemię. To pierwszy etap przyszłej ekspansji NATO w naszym kraju" - powiedział komunistyczny deputowany, Petro Baulin.
Ugrupowania komunistyczne i socjalistyczne w ukraińskiej Radzie Najwyższej są zdania, że manewry będą postrzegane jako poparcie Ukrainy dla polityki NATO wobec Jugosławii.
"Ćwiczenia doprowadzą do zaostrzenia się sytuacji w Europie. Sytuacja jest już i tak gorsza z powodu problemów w Kosowie, stwierdził Serhij Symczenko, autor projektu zakazu, członek frakcji komunistycznej w ukraińskim parlamencie.
Minister obrony Ołeksandr Kuźmuk powiedział w parlamencie, że ćwiczenia "Bryza Morska-98" są częścią programu współpracy wojskowej pomiędzy USA i Ukrainą, a także programu "Partnerstwo dla Pokoju" i służą wzmocnieniu bezpieczeństwa w Europie.
"Ukraina będzie miała jedynie zyski z tych ćwiczeń i nasz prestiż międzynarodowy wzrośnie" - podkreślił Kuźmuk.
Charles Goerens (ELDR) opowiedział się za ekstradycją generała i oświadczył, ze cała ta sprawa będzie testem na wiarygodność i skuteczność prawa międzynarodowego.
Pierre Pradier (ERA) zwrócił uwagę, że jest wielu innych zbrodniarzy oskarżonych o zbrodnie przeciwko ludzkości, których należałoby postawić przed Międzynarodowym Trybunałem.
Jim Nicholson (I-EN) wyraził poważne zastrzeżenia, czy Parlament powinien debatować nad sprawą, która należy do kompetencji sądu oraz władz brytyjskich. Niemniej jednak rozumie hiszpańskich kolegów, zwłaszcza w porównaniu z odczuciami mieszkańców Irlandii Północnej, którzy stracili swoich bliskich.
Stan Newens (PES) zauważył, że twierdzenia niektórych osób, jak i części mediów, iż prawa generała Pinocheta zostały naruszone, nie wytrzymują porównania z wydarzeniami w 1973 roku, kiedy to prezydencki pałac w Santiago został zbombardowany, a legalnie wybrany chilijski prezydent Salvador Allende został zabity. Deputowany stwierdził, ze ponad 2000 osób zaginęło bez wieści i nawet cudzoziemcy traktowani byli z pogwałceniem prawa.
Tom Spencer (EPP) zapytał czy istnieją odpowiednie instrumenty na globalnym poziomie, żeby zająć się tą sprawą. Czy w związku z aresztowaniem generała Pinocheta nie należałoby też aresztować prezydenta Castro, chińskich przywódców, jak i tuzin afrykańskich dyktatorów. Deputowany Spencer przekonywał, iż rząd brytyjski, aresztując Pinocheta popełnił błąd i powinien postąpić tak jak wcześniej francuskie władze, które odmówiły wjazdu do Francji generałowi. Wezwał do stosowania się do przepisów prawa i nie poddawania się politycznym naciskom.
Franz Fischler w imieniu Komisji Europejskiej oświadczył, że Komisja jest zdecydowanie przeciwna jakiejkolwiek formie totalitaryzmu i opowiada się jedynie za demokratycznym rozwojem każdego państwa. W okresie 15 lat rządów generała Pinocheta prawa człowieka były poważnie gwałcone, jakkolwiek - stwierdził - Komisja nie ma żadnego wpływu na współpracę sądowniczą między państwami członkowskimi. Do tej pory zostały opracowane dwie konwencje dotyczące tej dziedziny, które jednak nadal nie zostały ratyfikowane.
W dyskusji poruszono m.in. kwestię utylizacji odpadów radioaktywnych oraz kosztów z tym związanych. Zwracano uwagę na przestarzałe technologie. Deputowani uważają, że należy znaleźć złoty środek między strachem przed energią atomową i ślepą fascynacją. Jeden z deputowanych zwrócił uwagę, że katastrofa w Czarnobylu zmieniła stosunek ludzi do energii jądrowej, szczególnie w krajach graniczących z państwami Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie znajdują się niebezpieczne elektrownie.
Przedstawiciel Komisji Europejskiej, Franz Fischler z uznaniem odniósł się do raportu. Podkreślił, iż Unia świadoma jest zmian zachodzących w przemyśle nuklearnym i powiedział, że wiele zakładów już zostało zamkniętych. Do 2020 roku "rozbrojonych" zostanie dalszych 150 zakładów. Stwierdził, że Komisja jest zainteresowana przeprowadzeniem tego procesu i zapowiedział szeroką pomoc. Zgodził się również, że należy szeroko informować opinię publiczną o działaniach dotyczących przemysłu nuklearnego.
Ostatecznie rezolucja została przyjęta z drobnymi poprawkami.
Informacje na podstawie Internetu
W pierwszym czytaniu unijnego budżetu Parlament zdecydował na sesji plenarnej w Strasburgu, że 200 mln ECU (1 ECU=4,2 zł) zostanie przesunięty do rezerwy na wszelkiego rodzaju "działania zewnętrzne" Unii, np. pomoc rozwojową dla krajów Trzeciego Świata.
"Suma nie jest bezpowrotnie stracona. Możecie jeszcze podjąć lobbying na rzecz przywrócenia jej przez unijną Radę Ministrów i przez Parlament w II czytaniu. Teoretycznie moglibyście też na tyle efektywnie wykorzystywać PHARE w 1999 roku, że wymusilibyście sięgnięcie po rezerwę w celu dofinansowania PHARE" - wyjaśnił jeden z urzędników Parlamentu.
Z kolei urzędnicy Komisji Europejskiej pocieszali, że jeśli decyzja Parlamentu zostanie podtrzymana, "Komisja będzie się starała ochronić narodowe programy PHARE na obecnym planowanym poziomie". Według tych urzędników, cięć dokonano by w tzw. programach horyzontalnych PHARE, dostępnych dla wszystkich beneficjentów. Dotychczas Polska liczyła, że otrzyma w ramach narodowego PHARE '99 do 270 mln ECU.
Komisja Europejska skrytykowała 23 października Parlament Europejski za obcięcie 200 mln ECU z przyszłorocznego programu pomocowego PHARE dla Europy Środkowej, w tym Polski.
"Ubolewamy nad tym i nie jesteśmy też zbyt zadowoleni z przesunięć w ramach środków przeznaczonych na PHARE" - powiedziała Lousewies van der Laan, rzeczniczka komisarza ds. Europy Środkowej i Wschodniej Hansa van den Broecka.
Komisja, Rada Ministrów i Parlament Europejski mają miesiąc na kontynuację trójstronnych konsultacji budżetowych. 24 listopada Rada znów rozpatrzy projekt budżetu, nim przedłoży go ponownie Parlamentowi. Ten powinien przyjąć jego ostateczną wersję w II czytaniu w połowie grudnia.
Środki planowane przez Komisję i Radę na "główny PHARE", czyli programy narodowe dla poszczególnych krajów naszego regionu i na tzw. "fundusze poziome", zredukowano do 1.194 mld ECU, zaś całą pomoc dla Europy Środkowej do 1.434 mld. Na wniosek Komisji, unijna Rada proponowała 1.634 mld, zgodnie z wytycznymi przyjętymi w 1995 roku na szczycie w Cannes.
Za przyjęciem do NATO Polski głosowało 186 deputowanych, a przeciwko ośmiu, przy dwóch wstrzymujących się.
Parlament turecki zwrócił się także do rządu, by działał na rzecz zintegrowania z Sojuszem Atlantyckim Bułgarii i Rumunii, i zwrócił uwagę, by rozszerzenie tego bloku obronnego nie spowodowało zmniejszenia funduszy dla Turcji.
Choć rząd Turcji zawsze opowiadał się za rozszerzeniem NATO, to niektórzy politycy tureccy na początku tego roku kwestionowali ratyfikację.
Powodem tego była grudniowa decyzja Unii Europejskiej, wyłączająca Turcję z rozmów o rozszerzeniu Unii. Przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego Turcji, Hikmet Cetin mówił wręcz, że zwłoka w ratyfikacji jest "odpowiedzią na błędne decyzje Unii".
Ponadto na opóźnienie ratyfikacji miały wpływ problemy wewnętrzne Turcji, jak konflikt z Syrią oraz "rozgrywanie" kwestii NATO przez różne kluby parlamentarne.